Adam Mickiewicz

...dwie podróże czekają na Ciebie,
Jedna z duszy w wir świata,
druga powrót w siebie"
Adam Mickiewicz

środa, 27 kwietnia 2016

Regensburg

Tak się zdarzyło, że przyszło mi się zaprzyjaźnić z jednym
 z najstarszych miast Niemiec - Ratyzboną (Regensburg).
Właściwie to oniemiałam z zachwytu znajdując gdzieś po drodze pogodzenie spojrzenia na rozległe po horyzont pole przed domem a romańskimi portalami okalającymi wejścia w tym niemieckim mieście, jakich dziś już nikt nie potrafi, bo i po co miałby to robić...   
Z każdego wypadu do miasta powracam z utrwalonymi obrazami, zaciekawieniem, zachwytem prawdopodobnie za przyczyną wszechogarniającej wiosny, zieleni, kwiatów. Z zazdrością zaglądam przez ogrodzenia willi, podziwiam parki, skwery pełne niesamowitych roślin. Niektóre spotykam pierwszy raz w życiu. Pomiędzy zielenią wyłaniają się sędziwe budowle, kościoły, mosty, zamek. Z czułością odnotowuję drewniane okiennice, które w Polsce są rzadkością a tu widnieją nawet na wielopiętrowych domach. Zachwyca mnie obsadzanie nieregularne skwerów  tulipanami, żonkilami, narcyzami   i podkaszanie tylko po zewnętrznej stronie. W Polsce na ogół dominuje nudna geometria  i golenie trawy "do skóry" . 
Nie zdawałam sobie sprawy  z tego, że miasto bierze swój początek w 179 r n.e., kiedy to cesarz rzymski Marek Aureliusz,  u ujścia rzeki Regen zakłada obóz legionistów Castra Regina ( a w 2006 r. w pobliżu znaleziono groby celtyckie sprzed 400 r. p.n.e.!!!)Stare Miasto znalazło się na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO. 
Dostąpiłam zaszczytu skosztowania tego tortu.
I wciąż się zastanawiam za cóż to taka nagroda...
bywałam ja od Boga nagrodzona rzeczą mniej wielką
spadłym listkiem do szyby przyklejonym deszczu kropelką...

                                                 

 spokojne wody Dunaju....






cmentarz ma tylko żywe kwiaty








ogród zamkowy 


 Zamek Rodu Turn und Taxis


brama zamkowa z koronkowym ogrodzeniem






magnolia na dziedzińcu zamkowym...


wejście do Kościoła św. Emmerama




















Steinerne Bruecke przez wiele stuleci jedyna droga na południe Europy ...pierwowzór mostu Karola w Pradze...


 romańska kaplica św. Jerzego i św. Afry 


 biforium, okno arkadowe połączone kolumną charakterystyczne dla architektury romańskiej i gotyckiej pojawia się w wielu kamienicach...











triforium, biforium i okiennice zdobią hotel niegdyś Herzogshof  - pałac książęcy...



na pierwszym planie kościół św. Ulryka z XIII w. w głębi Katedra św. Piotra, której wieże sięgają 105 m w górę - dwa różne style w bezpośrednim sąsiedztwie...

kolejne biforium...



katedra trochę mi przypomina Sagrada Familia w Barcelonie...























end einen Bawarczyk pozwolił na fotkę...:)

 








piątek, 22 kwietnia 2016

porządki wiosenne

Zaczęło się od tego, że wreszcie opłaciłyśmy "odbiór " domu. Wcześniej nerwówka, bo uświadomiono nam, że mamy na to określony czas i nie można pomieszkiwać bez tego faktu. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to już wiadomo... koszt jest wcale nie taki mały ...kierownik nadzoru budowlanego, kominiarz, elektryk, geodeta, urząd - wszyscy z uprawnieniami wydają ekspertyzę dopuszczenia domu do zamieszkania. Wcześniej dostajemy nr domu - to 9 (zależało mi na siódemce, ale już została przydzielona). Organizujemy Ewie OTWARCIE po dopięciu wszystkiego... Mama podaje nożyczki a ja "paparazzi"...
                                                         


Przez całą zimę ukochany relaks przy kawie i kartach "owocuje" zbędnymi kilogramami. Nadrabiamy brak ruchu na pływalni i na naszym nowym nabytku ( z okazji Walentynek) ...
                                                       



 Po pierwszych ćwiczeniach nie byłam w stanie się podnieść z łóżka, Ewa w mniejszym stopniu ( jest zdecydowanie więcej wysportowana z racji regularnych sesji ping-ponga), ja zgodnie z nazwą urządzenia totalnie sponiewierana (Total Crunch) musiałam zmniejszyć ilość ćwiczeń.
Nasz domek zostaje też przyjęty do lokalnej Parafii i poświęcony.
Dostaje wielkanocny wystrój...
                                                     


Tymczasem planujemy otoczenie, ogrodzenie i jakieś opanowanie wnoszenia piachu do domu. Ja oczyma wyobraźni widzę dom w kwiatach, Ewa kombinuje prace techniczne. Skutek jest taki, że nabywamy dwie cudne hortensje
                                                       

(które, w ciągu tygodnia ścina przymrozek) i bloczki betonowe na podjazd do garażu (były w promocji). 
                                                             

jeszcze przed domem klepicho...



Zmieniamy osobiste profesje : mianujemy się brukarzami  
i podejmujemy tytaniczny wysiłek położenia podjazdu do garażu 
( chodnik będzie później). Nie mamy siły wbić szpadla w ziemię ubitą samochodem, używamy do tego celu narzędzia do skuwania lodu. 
                                                


Zaczynamy od krawężników, dopiero pomiędzy wypoziomowanymi układamy betonowe bloczki ( każdy staramy się dźwigać razem, ale czasami jedna przed drugą ścigamy się w posunięciu pracy o jakiś etap i robimy te strasznie ciężkie prace bez pomocy - skutek wiadomo... brakuje maści przeciwbólowej). Za to wzbudzamy podziw sąsiadów i otrzymujemy sporo komplementów i wsparcia. Jeden użycza nam piasek i żwir do wyczerpania, drugi organizuje koparkę do rozplantowania pryzmy ziemi a trzeci pożycza siewnik i walec do uporządkowania powierzchni przed frontem "Babiego lata". Dostajemy też pyszne ciasto i rogaliki... jesteśmy ujęte do granic i tyramy ze zdwojoną mocą...
Ewa poza brukowaniem usiłuje rozwiązać problem odpływów wody z rynien. Konstruuje skomplikowane rozwiązania, które w przyszłości pozwolą nam wykorzystywać deszczówkę do podlewania. Kupujemy perforowane rury, które zamierzamy zakopać  wzdłuż drzewek i doprowadzić do zbiornika zakopanego w ziemi (ale to dopiero w przyszłości...). Teraz trzeba było ciąć kafle i wpuścić rynny pod podjazd.
                                               










 rozplantowana ziemia od frontu...





 efekt końcowy... i zasiana trawa...


W międzyczasie nabywamy drzewka owocowe : czereśnię, brzoskwinię, wiśnię i nektarynkę. Ubiegłoroczne dwie porzeczki (czarna i biała) puściły pączki :) a już myślałyśmy, że się nie przyjęły.
                                              




 Nabywamy "ogrodzenie"  tymczasowe (Ewa drży nad świeżo zasadzonymi drzewkami owocowymi) i w ciągu jednej nocy "wyrasta nam" żywopłot z iglastego świerku srebrnego - ma stanowić zaporę dla saren i dzików...oczywiście w przyszłości.
                                                    



 Na razie, nasze okazyjnie kupione świerki, przypominają drapaki ale podobno "się zbiorą". Zobaczymy. Mnie najbardziej cieszą bzy i zakwitła (mimo kolejnego przesadzenia) magnolia i oczywiście cudne żonkile. Komponuję kolejne kwiaty na ganku - tym razem to dalie, bratki, stokrotki i jakieś kwitnące "skalne" byliny wszystko białe, jak pokryte pudrową posypką krzewy nieopodal. Przyglądam się rozkwitającej przyrodzie i nieustannie się zdumiewam... tak wiele umykało mi cudów natury...
                                                     











Ewa buduje mi warzywnik skrzynkowy z dębowego parkietu. Zabiera jej to kilka dni dłubania w garażu w chłodzie ale nagroda jest nadzwyczajna ... wschodzą pierwsze roślinki ... sałata, rzodkiewka, groszek cukrowy... teraz biedna musi okrywać je na noc przed chłodem...
                                                   




Dotknięta "sklepozą" kupuje kompostownik (okazał się uszkodzony) i nożyce do trawy i żywopłotu... 
                                                    

liczy, że kupię jej kosiarkę taką z "Foresta Gumpa" ...
jasne, że kupię, przyda mi się na zakupy w miasteczku... :)