fot.Radosław Kaźmierczak
Mimo, że przyjechałyśmy 40 min. wcześniej, udało nam się zająć miejsca dość odległe, tak, że mogłyśmy jedynie zamknąć oczy i słuchać. Ten wszechstronny artysta : poeta, kompozytor, muzyk, artysta grafik (następnego dnia miał również wystawę ) zagrał w duecie z wiolonczelistą Renem Fordem. Byłyśmy niedoubrane i poczucie chłodu towarzyszyło nam do końca koncertu.
Ujął nas surowy i prosty wystrój wnętrza protestanckiego Kościoła i cisza podczas subtelnych piosenek Keatona a ostatnia "Hallelujah" wywołała ogólny entuzjazm i szczególnie pasowała do miejsca. Jednak w drodze powrotnej doszłyśmy do wniosku, że wolimy słuchać go w domu.
Kolejny wypad po wyczerpującym dniu, to koncert jazzowy Tria Walczak / Lamch / Parker w częstochowskim OKFie. Muzycy kołyszą nas swoimi kompozycjami oraz standardami jazzowymi Johna Scofielda, Pata Matheny'ego i innych... Ewa wtula się w zagłębienie mojego ramienia i przysypia... jestem szczęśliwa, że tak kojąco działa na nią muzyka. Atmosfera jest cudowna, widać, że wśród publiczności są znajomi muzyków, przerzucają się żartami jest pełny luz...a my zadowolone nocą wracamy do domu...
Ostatni wyjazd, to noworoczny koncert Tarnogórskiego Big Bandu z towarzyszeniem wokalistów, wśród których bardzo bliska Ewie - Dominika...
Koncert bawi publiczność i nas ogólnie znanymi standardami jazzowymi...
tu nieco starszy hit w tym samym wykonaniu...
w wyśmienitym nastroju i fajnym towarzystwie, pałaszujemy w lokalnej kawiarence,
tort bezowy... pyszota...