Adam Mickiewicz

...dwie podróże czekają na Ciebie,
Jedna z duszy w wir świata,
druga powrót w siebie"
Adam Mickiewicz

niedziela, 22 września 2013

Intensywnie...

Koniec sierpnia i druga połowa września przyniosły emocje sięgające zenitu. Budowanie "ruszyło z kopyta". Rozpoczęła się gonitwa po hurtowniach budowlanych, śledzenie cen materiałów budowlanych w necie i kalkulowanie aby kupić wełnę mineralną, płyty OSB, deski, styropian, jak najkorzystniej czyli tanio i o najlepszych parametrach ... liczy się współczynnik lambda dotyczący przepuszczalności ciepła. Nasz drewniany domek musi spełniać znakomite parametry izolacyjne daleko bardziej niż domy z betonu. Ściany muszą gwarantować ciepło, odporność na wilgoć i trwałość w zetknięciu się z skrajnymi warunkami atmosferycznymi. Okazało się, że najlepsza wełna ocieplająca to STEIKO flex i STEIKO protect (drzewna) jest poza naszymi możliwościami finansowymi ... a styropian jest najgorszym z możliwych materiałów budowlanych - ściany nie "oddychają" drewno butwieje i gnije i nie pomaga nawet najlepiej zorganizowany system wentylacyjny...Zdecydowałyśmy się w końcu na jedno źródło ogrzewające dom - to kominek z systemem rozprowadzania ciepła do wszystkich pomieszczeń. Po przeanalizowaniu opinii w internecie i wizycie w dwóch domach, których mieszkańcy przeżyli już kilka zim ta forma ogrzewania jest w tym momencie dla nas optymalna. Nasi spece budowlani pojawili się ponownie i wraz z nimi nerwówka z zapewnieniem materiałów, narzędzi i warunków do kontynuowania budowy naszego domku. I tak, jak początek tygodnia prac zaczął się od euforii, tak koniec okupiony został łzami, awanturą i bezradnością...
Reasumując, niefrasobliwość i tupet naszych wykonawców spowodowała zwielokrotnienie kosztów za te same prace : trzykrotnie zamawiałyśmy podsypywanie i utwardzanie gruntu pod fundamentem, czterokrotnie wylewanie betonu ( wciąż brakowało, albo trzeba było poczekać na wykonanie kolejnego szalunku). Okazało się, że to nie braki (!?) dostarczanego betonu tylko rozsadzenie szalunku spowodowało różnice w zalewaniu fundamentu betonem. W niektórych miejscach ściana fundamentu przypominała schodki, a głębokość (1m, 30 cm) przywołuje skojarzenia z jakimś betonowym potworem, którego nie ruszy nie tylko tornado ale prawdopodobnie nawet trzęsienie ziemi...
Przyjechało wreszcie drewno z gór. Kierowca TIRa, dokonał cudu wjeżdżając tyłem na naszą budowę przez tak "wąskie gardło" drogi, że wprawił w osłupienie wszystkich sąsiadów, ekipę budowlaną i nas.




 rozładowywanie drewna na nasz dom...



 rozszalowywanie fundamentu


 po południu okazało się, że rura doprowadzająca powietrze do kominka jest położona za wysoko i utwardzanie i zbrojenie jej nie zakryje :( w panice i pośpiechu kupujemy rurę o innym wymiarze, układamy ją głębiej i zgodnie z projektem po przekątnej salonu, nocą przybywa Pan Tomek i wywierca w betonie otwór na nią...


pozostały (niewłaściwy) otwór zabezpieczamy płytką przed wyciekiem wylewki betonowej.... 




 utwardzanie podsypki


kolejny transport piachu na podsypkę fundamentu










 nasz specjalista od utwardzania ma oryginalną czapeczkę...z niewiarygodną ilością dziur...



 całość obie wysypujemy profilaktycznie wapnem,  żeby zmienić kwasowość podsypki...

 kolejny transport betonu...tym razem wylewanie garażu i ganku




 
widać sztukowanie i rozsadzenie betonowego fundamentu




 impregnowanie fundamentu desperbitem



 skutki niefrasobliwości naszych budowniczych przyprawiające nas o drżenie serca...

 cholera drewno miało być ociosane (niepalne !) w specjalny sposób a tymczasem widzimy krzywe nieobrobione (gdzie niegdzie jest nawet kora, zadziory) kloce...


 nie wiedzieć czemu na utwardzony idealnie grunt ganku nasypali piasek ?!


 zaszalowany ganek i schodki przed wejściem


 a tu komplet zdjęć unaoczniających nierówne, wypaczone belki o szczelinach pomiędzy fundamentem w które można wsunąć dłoń....powinny przylegać idealnie... ryczymy pół nocy...







 kolejne porządkowanie terenu wokół powstającej posesji : wyrównywanie poziomu, zasypywanie zaizolowanego fundamentu...




 koniec tygodnia....rozmawiamy z naszymi podwykonawcami i prezentujemy zaawansowanie prac gościom...budowlańcy wyjeżdżają na wekeend,  jeszcze nie wiemy jaka czeka nas awantura.... 



    

środa, 28 sierpnia 2013

Chwilowy przestój

Na naszej budowie chwilowy przestój. To znaczy nie do końca. Codziennie kilkakrotnie Ewa polewa fundamenty, co by wolniej wysychały ( z obawy przed popękaniem). Ma to potrwać kilka dni i właściwie już się zakończyło. Wprawdzie fundament pękł w dwóch miejscach ale jest to od wewnętrznej strony domu i do opanowania. Dziś rozbijanie szalunku a jutro  układanie kanalizacji, zasypywanie piaskiem i zagęszczanie /utwardzanie/. W ten sposób uzyskamy kolejny etap przed wylewką betonową o czym wkrótce...
A tymczasem któregoś dnia o poranku na fundamencie pojawił się mały, czarujący barwny "duszek"....
                                 

to taki "dobry znak" , jak promyk słońca na fundamentach naszego domu...


Tymczasem Pani Inżynier obliczyła ilość wylanego fundamentu (pole prostokąta, itd.... - czyli czarna magia) i okazało się, że fachowcy od betonu rąbnęli nas na dwa kubiki. :(  Cóż ... trzeba z tym coś począć...zwłaszcza, że będziemy zamawiać kolejny...  

   takie poddasze to po prostu marzenie....


piątek, 23 sierpnia 2013

Pierwsze łzy...

Noc przepłakana. Okazuje się, że można unieważnić ustalenia (finansowe), lekceważyć zleceniodawcę (kobiety) i swoje błędy, braki przypisać okolicznościom. Wygląda na to, że "nasi kochani Górale" będą wykonywać budowanie etapami, żądając osobnej zapłaty za każdy etap, przy czym fundament to nie dla każdego znaczy to samo...Panowie zrobili zbrojenie i szalunek. Nadzorowali zalewanie betonem (zabrakło bo do końca nie wiedzieli ile zamówić) a zasypywanie fundamentu, utwardzanie, usuwanie szalunku, podlewanie betonu kilka razy dziennie + dostarczenie materiałów budowlanych i narzędzi (od kielni po łopaty, spawarkę i betoniarkę) należy do zleceniodawcy. Zainkasowali 100% więcej niż ustalaliśmy i wyjechali informując , że " nie wiedzą kiedy wrócą,  a jak nam się coś nie podoba to mamy sobie poszukać kogoś innego do budowy domu..." Gorzej, że wzięli zaliczkę na drewno z gór (tańsze) i czekamy na nie od czerwca...Może jeszcze nie będzie tak źle jak to wygląda ? i może jest dla nas jakaś nadzieja i troszkę słońca ? Póki co wspieramy się słowem...


ten "zielony skrzat" ciężko pracujący przy podsypywaniu szalunków z lewej strony - to nasza przyjaciółka L.- DARCZYŃCA i DOBROCZYŃCA od którego,wszystko się zaczęło....... 


tym razem przyjechał znacznie większy wysięgnik do zalewania betonu....

     
Bo to tak jest, że dla siebie, owszem, można coś tam zrobić, ale dla drugiego człowieka to już można coś niesamowicie pięknego zrobić, wszystko.

- Edward Stachura -
 
                        

.. 

środa, 21 sierpnia 2013

Zaczyna się...

 To już definitywnie początek naszego domu...Przyjechała ekipa Górali z Walusiem na czele i przystąpili do budowy fundamentu. Pośpieszne zamawianie betoniarki, uzupełnianie desek na szalunki, transport drutu zbrojeniowego...Wydawałoby się, że to tak niewiele a tymczasem emocje sięgały zenitu : drut dowieziony z opóźnieniem. Betoniarka przybyła po 2,5 godz. od wyznaczonego czasu. Na domiar złego okazało się , że różnica poziomów gruntu z frontu i tyłu domu jest ok 1,5 m co podważyło sens wcześniejszego ściągnięcia humusu. Teraz nic już się nie da z tym zrobić. I tak cudem wbiłyśmy się w koparkę (wybierając pomiędzy trzema). Ważna była wielkość łyżki i oczywiście cena za godzinę pracy.Ewa nadzoruje wszystkie zamówienia a ja (niestety) z odległości 500 kilometrów jedynie kibicuję, przy czym napięcie jest porównywalne.
                               




                              widać już granice naszego domu...





                  
            Janka - Spiritus Movens całego przedsięwzięcia....Matka Chrzestna od wody święconej, błogoslawieństwa i pieniążków pod każdym węgłem "Babiego Lata" 






Betoniarka przybyła....

 to najważniejszy (feng shui) róg naszego domu i trzy najszczęśliwsze monety jak trzy Kobiety....





                     a tak przylegać do budynku będzie garaż....










                                                   

wtorek, 6 sierpnia 2013

Dom, kolejna odsłona

Wrzesień zbliża się wielkimi krokami a z nim początek (realny) budowy naszego domu. Mamy już "Dziennik budowy" i wszystkie możliwe pozwolenia .Teraz czekamy na Walusia - to "nasz" budowniczy. Tymczasem geodeci opalikowali granice naszego domu....





 wieczorami zaczytujemy się w forach i rozmaitych poradnikach budowlanych, przestawiamy , ściany, okna, wybieramy materiały i kolory dachówek...
http://www.youtube.com/watch?v=0FYHeS52VYY
 

czwartek, 18 lipca 2013

Budujemy dom


Zaczynamy nasz dom...dom pogodnej jesieni..jesieni życia...chyba nazwiemy go "Babie Lato" , bo tak wiele ciepłych skojarzeń mamy z tą nazwą...są dwa miejsca w Polsce na północy i południu, które znamy i które właśnie tak się nazywają... Nie mam pojęcia o technicznych określeniach i nazwach : nie wiem co to "chudziak" i "bloczki dystansowe". Lada dzień powstanie fundament...

tak wygląda w projekcie...
a tak " na bloczkach startowych" - czyli doprowadzamy wodę do działki pogrążonej w chabrach...








kolejne nasze działania to zasypanie wykopu (oczywiście przy wsparciu koparki) :)



nizeastąpiony Pan Rysiek pośpieszył nam z pomocą
 kolejny etap to zepchnięcie życiodajnej warstwy gleby tzw. humusu na pryzmę z brzegu działki...




są też już deski na szalunek...



a widok z salonu będziemu miały nieziemski...


a to już przyjechały deski na dach :)