Adam Mickiewicz

...dwie podróże czekają na Ciebie,
Jedna z duszy w wir świata,
druga powrót w siebie"
Adam Mickiewicz

czwartek, 24 marca 2016

Dresden




Mały wypad do Regensburga, pogoda niefajna ... siąpi i zimno ale czeka nas nagroda w postaci wieczoru w gronie niemieckich znajomych przyjaciółki, którzy w prezencie śpiewają dla nas przepiękną pieśń pasyjną ( na co dzień śpiewają w chórze). Mają piękne głosy. W drodze powrotnej zjeżdżamy do Drezna.
 Spełnia się kolejne z marzeń mojego życia : przekraczamy próg Gemaldegalerie Alte Meister. Mogę popatrzyć na Vermeera, "Autoportret z Saskią" Rembrandta, Tycjana, Rubensa, "Śpiącą Venus" Giorgione i w końcu "Madonnę Sykstyńską" Rafaela...  nie sposób wymienić wszystkich mistrzów ...
Otoczenie Zwingera ( zespołu pałacowego) to arcydzieła architektury... jeszcze tu wrócimy, być może w słoneczniejszą porę.


                                               

taka wiosna powitała nas w Bawarii..


Dresden...








obok Madonny Sykstyńskiej...


w głębi golaski Rubensa...

oczarowane wracamy do Babiego Lata...

piątek, 26 lutego 2016

Dobre kino


Ostatnio obejrzałyśmy kilka filmów, pośród których zdecydowanie najlepszym okazał się film Grimura Hákonarsona „Hrútar” po polsku „Barany. Islandzka opowieść”.

                                                           
 

Oczywiście tytułowe barany, mimo unikalnego, starego rodowodu są tylko tłem do prawdziwych namiętności również skrywanych (brak wylewności to typowa cecha ludzi północy). Ewa poza wachlarzem rozmaitych umiejętności,  również zajmowała się hodowlą owiec… ja natomiast mam nieustanne skłonności do miejsc wyludnionych, oddalonych i do wszystkich przejawów samotności „ bo to siostra moja rodzona” , to też na słowo Islandia byłyśmy w pełnej gotowości na poznanie miejsc niemożliwych w Realu. Już pierwsze surowe krajobrazy, bezkres, majestatyczne góry, dolina Bárdardalur - miejsce wydarzeń filmu i do tego wspaniała muzyka Atli Őrvarssona, pochłonęły nas bez reszty. Podobno dolinę tę zamieszkuje zaledwie pięćdziesiąt osób (wielu z nich grało w filmie zamiast statystów, bo to produkcja niskobudżetowa) a zimy trwające tu całą wieczność zmuszają ich do życia w  nieustannej izolacji . Jakby to było nie dość dotkliwe, główni bohaterowie filmu, bracia Gummi (Sigurður Sigurjónsson i Kiddi (Theodór Júlíusson) nie rozmawiają ze sobą od 40 lat… skąd my to znamy ?! Obaj samotni, przyglądamy się ich prostemu życiu i miłości, jaką obdarzają zwierzęta… oraz charakterystycznej powściągliwości w relacjach z sąsiadami. Ten prosty, oszczędny w narracji film balansujący pomiędzy humorem i dramatem ma siłę rażenia arcydzieła. Kiedy Gummi postanawia osobiście zabić, ukochane (skazane na zagładę) barany chowam głowę pod kurtkę dławiąc szloch. Cały film trzyma w napięciu, jak dobry kryminał a ostatnia scena ma taką siłę rażenia, że powala nas na kolana… Po dziesięciu latach skazania swojej rodziny na nieistnienie, po prostu nie zatrzymuję łez… po powrocie szukam śladów twórcy i znajduję takie określenie – „ Mój film to prosta historia o miłości”  a także uwaga, że wielu reżyserów kreuje swoje historie w taki sposób, aby ich bohaterowie sprawiali wrażenie, że przeczytali wiele książek, sam stara się tego uniknąć… ( z powodzeniem). Jest coś bardzo bliskiego między Gummim obcinającym paznokcie a dziewczyną na drugiej półkuli nakładającej krem na twarz…  Polecamy 
                                  
                                                                        


czwartek, 4 lutego 2016

Zima

Wprawdzie zima była tylko dwa dni ale cieszymy się z niej jakbyśmy miały po 12 lat...

                                               






pierwszy raz w życiu przypinam narty...












celebrujemy ciepełko...
kubek herbaty, jakieś jedzonko, smaczki ... i remik nieustający. Czytanie. Spotkania,  i podziwianie przeszłości np. średniowiecznych polichromii w lokalnym kościółku p.w. Marii Magdaleny ...
                                                      









sobota, 30 stycznia 2016

Trwanie

Zaliczyłyśmy kilka koncertów. Pierwszy to listopadowy koncert Keatona Hensona  w ramach Festiwalu Ars Cameralis w dość specyficznym miejscu : Kościele Zmartwychwstania Pańskiego w Katowicach. Udało mi się kupić bilety 2 min. po ich wystawieniu na sprzedaż, w drugim rzucie ( później okazało się, że rozeszły się w kilku minutach). Fajnie się go słucha, nie zdawałam sobie sprawy z jego popularności, dlatego zdumiały mnie  tłumy zgromadzone u stóp Kościoła pomimo dotkliwego chłodu.
                                                     
fot.Radosław Kaźmierczak


 Mimo, że przyjechałyśmy 40 min. wcześniej, udało nam się zająć miejsca dość odległe, tak, że mogłyśmy jedynie zamknąć oczy i słuchać. Ten wszechstronny artysta : poeta, kompozytor, muzyk, artysta grafik (następnego dnia miał również wystawę ) zagrał w duecie z wiolonczelistą Renem Fordem. Byłyśmy niedoubrane i poczucie chłodu towarzyszyło nam do końca koncertu.
                                                  



 Ujął nas surowy i prosty wystrój wnętrza protestanckiego Kościoła i cisza podczas subtelnych piosenek Keatona a ostatnia "Hallelujah" wywołała ogólny entuzjazm i szczególnie pasowała do miejsca. Jednak w drodze powrotnej doszłyśmy do wniosku, że wolimy słuchać go w domu.


                                               

Kolejny wypad po wyczerpującym dniu, to koncert jazzowy Tria Walczak / Lamch / Parker w częstochowskim OKFie. Muzycy kołyszą nas swoimi kompozycjami oraz standardami jazzowymi Johna Scofielda, Pata Matheny'ego i innych... Ewa wtula się w zagłębienie mojego ramienia i przysypia... jestem szczęśliwa, że tak kojąco działa na nią muzyka. Atmosfera jest cudowna, widać, że wśród publiczności są znajomi muzyków, przerzucają się żartami jest pełny luz...a my zadowolone nocą wracamy do domu...




Ostatni wyjazd, to noworoczny koncert Tarnogórskiego Big Bandu  z towarzyszeniem wokalistów, wśród których bardzo bliska Ewie - Dominika...


Koncert bawi publiczność i nas ogólnie znanymi standardami jazzowymi... 


tu nieco starszy hit w tym samym wykonaniu...

w  wyśmienitym nastroju i fajnym towarzystwie, pałaszujemy w lokalnej kawiarence,
 tort bezowy... pyszota...  






                                                   

czwartek, 7 stycznia 2016

Odświętnie

Jeszcze trochę radości z odświętnego wystroju naszego domku...

                                                     
                                    nasza pierwsza choinka...

                             








                                             na chwilkę przed wigilijną kolacją...


                     przed tarasem też ubrałyśmy choinkę...
                                                     

                                 a w oknie na poddaszu taką gwiazdkę...


                                      a tak przed wejściem do " Babiego lata"...



za oknem ścisnęło mrozem, na szczęście zdążyłam okryć niektóre krzewy włókniną...















w drugi dzień Świąt wycieczka do Częstochowy, do Kościoła św. Jakuba, w którym nasza Seniorka dawno, dawno temu brała ślub... a chwilę potem Ewa była ochrzczona...
                                                      
Ewa i Mama...


jeszcze tylko wizyta u Rodziców naszej Nestorki i wieczór ...